Loader

W końcu !

Są treningi, po których motywacja wylewa się uszami.. Oj czekałem na takie coś przez ten cały dziwny rok.. A w zwyczaju mam narzekać, że mogło by być więcej luzu w trakcie biegu, nieco szybciej, lepsze tętno itd itd.. Nie często uważam, że trening wyszedł perfekcyjnie a już tym bardziej lepiej niż bym sobie zamarzył.. i tak.. 30km 2 zakresu z 6-stego września.. Trening choć bez historii, to czuję że mógłbym o nim napisać dziś książkę i odczuciach jakie towarzyszyły mi na nim jak i po nim.. !  A więc po ostatnim przetarciu z 5-tego września na wygranych zawodach na dystansie 6km w Brennej następnego dnia miałem w planie 30km, które miało zadecydować czy w ogóle mam co się łudzić jeszcze w tym roku atakować życiówkę w maratonie.. tak naprawdę byłem piekielnie zmotywowany na ten trening jednocześnie bojąc się tego jak wyjdzie, bo jak wyszedł by słabo to miałem sobie dać spokój z maratonem w tym roku i wystartować w kilku mniejszych biegach godząc z tym, że ten rok przyszła stagnacja wynikowa, która u większości zawodników widywałem jak przychodziła i którą mi wróżono już przy 2:30 w maratonie, jednak rok później padło 2:27, wtedy też miała przyjść satgnacja jednak padło 2:23.. W tym roku naprawdę nie szło, szybko zrezygnowałem współpracy z trenerem wracając do treningów samemu już w marcu i nie czując abym mógł coś nawojować wiosną, którą to wszystkie imprezy sportowe i tak zostały zamrożone. Druga część też nie napawała optymizmem, ok fajnie wystarczyło to aby wypocić parę wygranych na małych imprezach jednak dla mnie priorytetem jest maraton i 50km, a do biegania na poziomie 2:23 maratonu z przed roku było mi daleko, ba.. wiosną nie wiem czy złamał bym 2:30.. w drugiej części roku pomyślałem jeśli wystartuje gdzieś na jesień to może chociaż zalicze swój drugi wynik w życiu czyli poniżej 2:27.. Przyszedł obóz 3 tygodniowy w Szklarskiej Porębie i Kołobrzegu.. a.. od powrotu i końcówki sierpnia zaczęło iść co raz to lepiej.. Udało mi się idealnie wczuć w swój organizm co z dnia na dzień pokazują treningi.. Wprowadziłem wiele zmian, niby nie wielkich a jednak wielkich, które czy oddadzą tego nigdy się nie wie.. to zawsze jest nie wiadoma, szczególnie jak są mocno ryzykowne.. Ostatnie mocne treningi dawały iskierkę nadziei na dobry koniec roku. Tym samym dzisiejsze 30km kończę w tempie 3:30.. ( miesiąc temu nie wiem czy na treningu na tak dobrym samopoczuciu bym kulnął 10km ) , kończę 30km w śr tempie 3:30/km i tętnie 175, ledwie o uderzenie wyższym jak dotychczas mój naszybszy trening na 30km w tempie 3:42/km 174hr z przed roku, kiedy to byłem już w bardzo dobrej formie przed maratonem gdańskim gdzie nabiegałem właśnie 2:23:23.. Po odwalonej robocie, z ręką na sercu bez ani małego kryzysu aż mi łzy dziś napłynęły ze szczęścia bo ten rok jak nie szło jak bym sobie życzył, a przynajmniej nie szło do przodu tak jak dotychczas, strasznie cwiczyło mi to cierpliwość i wiarę w własne możliwości.. Czekałem 9 miesięcy od początku roku.. i w ciemno wziął bym dziś 30km po 3:40/km na takim samopoczuciu. Sekundę, dwie.. ponizej 3:40/km było by sztoss.. a tu 3:30/km..

Jeśli czegoś pragniesz znajdziesz sposób by to osiągnąć, jeśli nie.. poszukasz wymówek. Do czego też dążę.. Czasem trzeba ogromu pracy, wyrzeczeń, cierpliwości, wymieszanej ze złością, ale warto wierzyć w siebie i cierpliwie dążyć do celu, nie poddawać się...

Teraz tylko kaganiec na formę i trzymać ją króko aby przesunąć tą barierę własnych możliwości kolejny rok z rzędu i zbliżyć się do najlepszych. I choć to trening i nie jest powiedziane, że nawojuje, to miesiąc temu nie dał bym sobie ani grama szansy na to w tym roku, a teraz motywacja ze mnie kipi! Przede wszystkim dlaczego sporo zmian i kombinacji, których sam jeszcze nie jestem pewnie w moim treningu wprowadziłem?

Tagi:
,
Brak komentarzy

Skomentuj Post